Sokolnik w parku w Koluszkach

Swoją pracę wykonuje z ogromną pasją. O swoich podopiecznych opowiadałby całymi godzinami. Można go spotkać w parku przy ul Kolejowej w ciągu całego dnia i porozmawiać o życiu latających drapieżników.  Z sokolnikiem Sławomirem Kubiakiem rozmawia Zbigniew Komorowski.

-Od kiedy interesuje się pan i zajmuje ptakami drapieżnymi?

-Od 12 roku życia. Mój ojciec hodował gołębie, ale mnie bardziej interesowały ptaki, które na gołębie polują i stąd też nie miałem wspólnego języka z ojcem (śmiech). Z chwilą nabycia uprawnień, zacząłem polować.

-Gdzie można nauczyć się sokolnictwa?

Z książek, ale przede wszystkim z własnej pasji. Jeśli tego nie masz, na nic się zda twoja nawet najlepsza wiedza.

-Proszę przybliżyć czytelnikom pańską pracę w parku w Koluszkach.

-Drapieżniki, czyli moje sokoły i jastrzębie, płoszą gawrony i kawki, co przynosi widoczne już efekty. Problemem jest ok. 200 gniazd już zbudowanych, które zastałem rozpoczynając pracę i których ptaki nie chcą opuścić. Proszę sobie wyobrazić, ile by było gniazd, jeżeli kolonia ok. 4 tys. gawronów przystąpiłaby do lęgu. Nie ma co prawda w nich jeszcze jaj czy piskląt, więc tu mamy drogę otwartą. Staramy się robić wszystko, aby nowych gniazd nie przybywało.

-Jak długo potrwać może płoszenie gawronów?

-Akcja potrwa do końca marca. Wiele wskazuje na to, że odstraszanie ptaków brudzących odchodami park zostanie zakończone powodzeniem.

-Płoszenie gawronów i kawek, których obecność wpływa negatywnie na estetykę parku, ma także walor edukacyjny, jak dało się zauważyć…

-Przychodzą do parku mieszkańcy i zadają mi pytania na temat życia i chowu ptaków drapieżnych. Są to zarówno osoby dojrzałe, jak również młodzież szkolna. Dzieci i młodzież interesuje dosłownie wszystko. Dorośli zadają mi pytanie, dlaczego cała ta akcja rozpoczęła się tak późno, już po zbudowaniu gniazd przez niektóre ptasie pary. Otóż ani z mojej winy, ani z winy władz miasta. Opóźnienia dotyczą zbyt późnej zgody na płoszenie ptactwa, wydanej przez instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska.

-W jaki sposób drapieżniki płoszą gawrony?

– Stosuję różne techniki, co daje lepszą skuteczność. Zasadniczo sytuacja „książkowo” wygląda tak, że gniazda gawronów powinny zostać rozebrane do końca lutego, a park posprzątany z różnych fragmentów gałęzi, aby ptaki nie miały materiału potrzebnego do budowania nowego gniazda. Z początkiem marca na teren parku wchodzi sokolnik z sokołem i uniemożliwia gawronom zbudowanie nowych siedzib. Moja praca powinna trwać wówczas od 1 marca do końca kwietnia. Gawron, który „odpuści” gniazdowanie, będzie mógł przystąpić do lęgu na początku kwietnia, gdy na placu nie będzie już sokolnika. Jeśli mamy na placu sokolnika, to gawrony odpuszczą budowanie gniazda w tym czasie i założą gniazda w innych miejscach. Jest jeszcze jedna kwestia. Gawrony budują swe siedliska na drzewach jeszcze przed świtem, jak również zaraz po zachodzie słońca. Gdy sokolnik schodzi z placu, ptaki starają się ułożyć jak najwięcej gniazd. Dlatego, jak wspomniałem, teren parku powinien zostać posprzątany z chrustu.

-Skąd pan wie, gdzie w danej chwili znajduje się jastrząb lub sokół?

-Dzięki nadajnikowi który jest zainstalowany na ogonie lub nodze drapieżnika.

-Dostrzega pan już efekty swojej pracy?

-Wystarczy przyjść do parku i zobaczyć, że liczba gawronów i kawek znacznie się zmniejszyła. Mówią to sami mieszkańcy, zarówno osoby w podeszłym wieku, jak młode matki, spacerujące z dziećmi w wózkach po parku. Wielu mi mówi, że obecnie można już dużo swobodniej pospacerować w alejkach bez obawy o zabrudzenie odchodami ptactwa. Ptaki zbierają chrust i wynoszą gdzieś poza park. Jak wspomniałem wcześniej, ptaków jest w parku dużo mniej. Dwa tygodnie temu, aby tu porozmawiać, trzeba było do siebie krzyczeć, dziś już nie ma tej konieczności. Inna dobra wiadomość, to fakt, że na noclegowiska na noc wraca dużo mniej gawronów.

– Ilu ptaków pan używa do płoszenia gawronów?

– W sumie czterech. Dwa  jastrzębie i dwa sokoły. W danej chwili w powietrzu może znajdować się tylko jeden ptak drapieżny, bo tak stanowi prawo.

-Sokoły i jastrzębie jedynie płoszą czy żywią się swoją zdobyczą?

– Sokoły i jastrzębie tylko płoszą, pokarm dla nich zabieram ze sobą przygotowany wcześniej.

Ptaki latają też po to, aby zaznaczać swoje rewiry.

-Zauważa pan drzewa, gdzie gawrony starają się jednak budować nowe gniazda?

– Widzę je. Dlatego od razu staram się reagować. Sokoły lub jastrząb płoszą je i uniemożliwiają im zbudowanie nowych gniazd.

-W jaki sposób komunikuje się pan z drapieżnikami będącymi w powietrzu?

-Zauważyć można, że mam na lince zamocowane tzw. „wabidło”, które jest imitacją innego ptaka. W chwili, gdy drapieżnik chwyci w powietrzu „wabidło”, inne ptaki myślą, że sokół upolował jednego z nich, dając w ten sposób informację, że jest dla nich niebezpieczny.

-Niektórzy zadają pytanie, czemu sokolnik zamiast biegać po parku z sokołem, jeździ czasem po placu samochodem…

-Właśnie w tym celu, aby płoszyć gawrony. Co jakiś czas zmieniam system płoszenia, co usprawnia moją pracę. Kolonia tak ogromna, jak w parku w Koluszkach, tzn. 4 tys. ptaków, jest zbyt trudna do opanowania, dlatego czasem korzystam z samochodu i podczas jazdy wypuszczam drapieżniki, co jest zaskoczeniem dla gawronów. Ptaki te zaczynają już płoszyć się widząc podobny samochód do mojego, płoszą się widząc ludzi ubranych podobnie jak ja. To zwiększa owocność mojej pracy.

-Na koniec pytanie o orła, którego przywiózł pan na moją prośbę ze sobą. Orzeł jak wiem, nie poluje w naszym parku. Co to jest za okaz? Bielik jest znacznie większy o ile się nie mylę…

-To orzeł przedni. Szczególne zainteresowanie tym drapieżnikiem wykazywali najmłodsi. Moim zdaniem to właśnie orzeł przedni, a nie bielik, jest widoczny w herbie naszego Państwa. Myślę, ale to jest moje prywatne zdanie, że książę Mieszko I nie zamieściłby w herbie swego państwa ptaka, który jest padlinożerny, rybołowny i tchórzliwy. A takim jest bielik. Poza tym bielik nie należy do rodziny orłów. Orzeł przedni, którego przywiozłem do Koluszek, jest bardzo dużym i dostojnym ptakiem. Swego czasu fotografował się z nim sam prezydent Polski, Andrzej Duda.

image_pdfimage_print